Bez punktów wracamy z pierwszego wyjazdu w tym sezonie. W Wielowsi lepsi okazali się gospodarze, którzy wygrali 2:0.
W pierwszej połowie, a przynajmniej przez jej część, lepiej na boisku prezentowała się nasza drużyna. Wszystko, co dobre w ofensywie było zazwyczaj udziałem Michała Włodarczyka. W 11. minucie przedarł się do linii końcowej, ale trafił w bramkarza. Później po jego dośrodkowaniu niecelnie uderzał Szymon Grabowiecki, a sam Włodarczyk, który przebił się środkiem, próbował również strzału zza szesnastego metra. Piłka trafiła jednak wprost w golkipera. Była też sytuacja, w której nasz skrzydłowy upadł w polu karnym, jednak sędzia nie zdecydował się podyktować jedenastki. Gospodarze, jeśli już zagrażali, robili to głównie po stałych fragmentach gry. Wydawało się zatem, że to Wisan jest bliższy objęcia prowadzenia, dlatego tym bardziej nieoczekiwanie do siatki w 24. minucie trafili gospodarze. Po dośrodkowaniu z lewej strony niezgrabnie interweniował z dala od bramki Piotr Czekaj, piłka odbiła się jeszcze od naszego obrońcy, a do pustej siatki wepchnął ją Michał Kanios. Po tym trafieniu spotkanie się wyrównało, a żadna ze stron nie potrafiła już poważniej zagrozić bramce przeciwnika w pierwszej części rywalizacji.
Po zmianie stron zobaczyliśmy już niestety bardzo niemrawą drużynę Wisanu. Zresztą podobnie było przed tygodniem – przez długi czas nie potrafiliśmy nie tylko oddać strzału w stronę bramki rywala, ale nawet płynnie przedostać się z akcją pod jego pole karne. Na domiar złego miejscowi szybko wykorzystali swoją okazję w 50. minucie, trafiając z najbliższej odległości po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Chwilę później mogliśmy, a nawet powinniśmy, stracić trzecią bramkę. Zawodnik OKS otrzymał podanie z prawej strony, oszukał jeszcze naszego obrońcę i znalazł się sam przed bramkarzem, ale będąc na czystej pozycji uderzył obok słupka. Na to wszystko zabrakło naszej reakcji. Przestój, niemoc – tak najprościej można ująć ten dłuższy fragment gry naszego zespołu po przerwie. Ożywienie przyszło dopiero w ostatnim kwadransie. Wtedy dwukrotnie z dystansu próbował Kacper Lis – za pierwszym razem jego strzał odbił na rzut rożny bramkarz, a za drugim piłka przeleciała nad poprzeczką. W 83. minucie zabrakło natomiast centymetrów. Po dwójkowej akcji z Nikodemem Czaykowskim Kacper Lis uderzył lewą nogą, ale futbolówka zatrzymała się na poprzeczce. Gola nie udało się zatem zdobyć, a OKS Wielowieś, który wydaje się, że nie był dzisiaj też w swojej najlepszej dyspozycji, dowiózł dwubramkowe prowadzenie do końca. To kolejna lekcja dla naszej drużyny. Nie był to mecz, w którym byliśmy bez szans na korzystny rezultat, ale najwyraźniej ten zespół potrzebuje jeszcze czasu, żeby odpowiednio się zgrać i nabrać właściwego rytmu. Oby nastąpiło to jak najszybciej.
OKS Wielowieś - WISAN Skopanie 2:0 (1:0)
1:0 24' Michał Kanios
2:0 50' Bartosz Róg
WISAN: Piotr Czekaj - Eryk Babula, Marcin Serafin
, Bartłomiej Furdyna
, Szymon Smoliński - Wiktor Furdyna
(88' Przemysław Kobyra), Kacper Lis, Karol Madej, Nikodem Czaykowski
(88' Krzysztof Kubiak), Michał Włodarczyk
(76' Hubert Panek) - Szymon Grabowiecki
(61' Jakub Jarosz)
Sędziował: Oskar Jakubowski
| OKS Wielowieś | Statystyki meczowe | WISAN Skopanie |
|---|---|---|
| 11 | strzały | 12 |
| 5 | strzały celne | 6 |
| 1 | spalone | 1 |
| 6 | rzuty rożne | 6 |











