Zupełnie nie tak wyobrażaliśmy sobie początek tegorocznej majówki. Nasza drużyna niespodziewanie przegrała z LZS Jadachy 2:3.
Pierwsza połowa wczorajszego spotkania była wyrównana. Z naszej strony wyglądała jednak dość mizernie, jeśli chodzi o sytuacje podbramkowe. Gospodarze siali sporo strachu za sprawą duetu napastników, którzy stwarzali zagrożenie pod naszą bramką. Dwukrotnie chociażby w pierwszym kwadransie gry dobrą interwencją wykazał się Tomasz Kryszpin. To my owszem prowadziliśmy grę, ale przez tę część meczu stworzyliśmy w zasadzie tylko jedną klarowną okazję – Szymon Grabowiecki próbował uderzać przy bliższym słupku, jednak bramkarz odbił piłkę na rzut rożny. Gdy wydawało się, że pierwsza odsłona zakończy się bezbramkowym remisem, gospodarze wyszli na prowadzenie w 44. minucie. Marcin Wolan wypatrzył Tomasza Wolana prostopadłym podaniem między naszymi stoperami, a ten nie pomylił się w sytuacji sam na sam.
Na drugą połowę wyszliśmy zdecydowanie lepiej – bardziej aktywnie i ofensywnie. Ukoronowaniem tej naszej przewagi były dwie bramki Szymona Grabowieckiego, które były niejako nagrodą za jego bardzo dobry występ. W 57. minucie ładnie obrócił się z obrońcą i uderzył w boczną siatkę, a trzy minuty później, po długim rajdzie Wiktora Furdyny prawą stroną, jego dośrodkowaniu i płaskim zgraniu z drugiej strony przez Karola Madeja, nasz napastnik trafił na raty z bliskiej odległości.
Wyglądało na to, że scenariusz z naszych poprzednich meczów z tym rywalem ponownie się powtórzy. W dwóch wcześniejszych spotkaniach, mimo że LZS Jadachy wychodził na prowadzenie, potrafiliśmy odrobić straty z nawiązką. Tym razem jednak było inaczej. Zaczęło się od zmarnowanej sytuacji – tej z 65. minuty, gdy Kacper Lis, lekko wytrącony przez obrońcę, nie wykorzystał sytuacji sam na sam. To mogło zamknąć tę rywalizację. Być może wtedy historia potoczyłaby się tak samo jak w tamtych przypadkach. Tymczasem przeciwnicy odwrócili wynik podobnie szybko jak wcześniej my. Chwila dekoncentracji sprawiła, że po złym podaniu na naszej połowie i późniejszym faulu miejscowi otrzymali rzut wolny tuż sprzed pola karnego. Do piłki podszedł Marcin Wolan i płaskim strzałem obok muru zaskoczył Tomasza Kryszpina. Cztery minuty później gospodarze ponownie zaś wyszli na prowadzenie – straciliśmy piłkę na połowie rywala, poszła szybka kontra, odsłoniła się nasza prawa strona i do siatki trafił Paweł Rębisz. Mimo że do końca meczu pozostało jeszcze trochę czasu, nie udało nam się stworzyć żadnej klarownej sytuacji i przegrywamy w Jadachach 2:3.
Tak jak w tytule – to nie miało prawa się wydarzyć. Nie chodzi już nawet o samą porażkę z zespołem ze strefy spadkowej, ale bardziej o to, że w momencie, gdy wszystko zaczęło się już układać po naszej myśli, daliśmy się zaskoczyć. Mieliśmy w tym pojedynku swoje momenty – fragmenty naprawdę dobrej gry, w których potrafiliśmy zawiązać kilka składnych, ciekawych akcji, jednak końcowy wynik nie stawia nas z pewnością w najlepszym świetle. Tym meczem definitywnie już wypisujemy się z grona drużyn walczących o awans.
LZS Jadachy - WISAN Skopanie 3:2 (1:0)
1:0 44' Tomasz Wolan
1:1 57' Szymon Grabowiecki (asysta Karol Madej)
1:2 60' Szymon Grabowiecki (asysta Karol Madej)
2:2 74' Marcin Wolan
3:2 78' Paweł Rębisz
90+1' Marcin Wolan (LZS Jadachy)
WISAN: Tomasz Kryszpin - Marcin Stępień, Marcin Hynowski, Bartłomiej Furdyna, Mikołaj Leśniak - Karol Madej
(79' Michał Włodarczyk), Wiktor Furdyna, Marcin Serafin, Kacper Lis, Eryk Babula
(63' Szymon Smoliński) - Szymon Grabowiecki
![]()
Sędziował: Mariusz Koper
| LZS Jadachy | Statystyki meczowe | WISAN Skopanie |
|---|---|---|
| 12 | strzały | 12 |
| 6 | strzały celne | 4 |
| 0 | spalone | 1 |
| 4 | rzuty rożne | 2 |











